Nowy Rok bez oszusta Kaszuby w Caracas!

Życzę trochę spóźniona moim czytelnikom wszystkiego najlepszego w tym Nowym Roku 2017. Zdrowia a tym co mieszkają tutaj w Wenezueli też zmian bo sytuacja jest tak ciężka, że tak dłużej być nie może. Coś zmienić się musi. Nawet jeśli krew się będzie musiała polać to niech już się leje ale niech to tylko do zmian jakiś doprowadzi bo sytuacja tutaj jest zbyt ciężka.

Ale ja jestm optymistycznie nastawiona. I mam nadzieję, że ten 2017 rok będzie czasem zmian na lepsze. To już się poza tym zaczęło robić te dobre zmiany. Dobrym początkiem jest to, że w grudniu jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia, wyjechał ztąd na dobre ten oszust i kłamca ambasador Piotr Kaszuba. Gorszego tutaj nigdy nie mieliśmy więc mam nadzieję, że nowy będzie lepszy, bo to trudne nie będzie.

Rozmawiałam kilka dni temu z jedną z dziewczyn z ambasady i opowiedziała mi kilka nowych rzeczy o nim. Że nie dość, że kłamał i nic nie robił. Bo przecież trudno coś w Wenezueli zrobić gdy nie zna się wcale lokalnego języka. To jeszcze w dodatku był zwykłym złodziejem i wyłudzał państwowe pieniądze. Postaram się to opisać w nowym wpisie, dokładnie ten cały jego sposób na branie dodatkowych diet na żone.

Okazało się też, że pan Piotr Kaszuba przed wyjazdem zdążył sobie zrobić dom schadzek z naszej polskiej ambasady i zrobił dla siebie i dla kilku znajomych pokaz mody z modelkami które się przechadzały po ambasadzie w strojach kompielowych. I nie cofnął się przed wchodzeniem do pokoju w którym się przebierały. „Zachowywał się jak napalony zboczeniec” – powiedziała mi moja informatorka.

Cieszmy się więc bardzo, że tego nieuka i lenia tutaj już nie ma. Nie wiadomo jeszcze kto go zastąpi. Byli podobno jacyś kandydaci, ale już ich nie ma. Dlatego narazie ambasadora zastępować będzie Pani Milena Łukasiewicz. Ta sama, która do tej pory wykonywała całą pracę za tego ambasadora Kaszubę. Czyli w sumie się nic nie zmieni. Tylko wstydu nie będzie Polsce już tu przynosił i nie będzie marnował tylu Polskich pieniędzy.

Wiem, że niektórym osobom z Polonii tutaj nie podobają się rządy Prawa i Sprawiedliwości i Pani Premier Szydło. Ale ja im zawsze będę wdzięczna, że zabrali w końcu stad tego najbardziej złego i niekompetetntnego polskiego ambasadora jakim był ten Piotr Kaszuba.

Reklamy

Dobre wiadomości

Witam Was serdecznie. I zarazem rzepraszam, że mimo powrotu do Wenezueli nie pisałam ostatnio. Sytuacja jest jednak bardzo ciężka. Wenezuela rzeczywiście jest w ciężkim kryzysie i wszystko stało się tu problemem. Żywność trzeba odstać w kolejkach, albo załatwiać po znajomości i oczywiście za cenę znacznie większą. Z internetem też są cały czas kłopoty. Naprawdę nie jest łatwo.

Ale mimo wszystko mam dobre wiadomości. Więc wczoraj w końcu się widziałam z moją przyjaciółką H., która regularnie spotyka się z jedną z dziewczyn pracujących w tutejszej naszej polskiej ambasadzie i dzięki temu jest na bieżąco z tym co się tam dzieje. Dowiedziałam się więc wszystkiego co się tam stało jak mnie nie było w Wenezueli.

I trzeba to przyznać są wreszcie z tej ambasady dobre wiadomości. Mianowicie ten oszust i kłamczuch Piotr Kaszuba wyjedzie stąd w tym roku! Podobno starał się o przedłużenie swojego kontraktu, pisał do ministerstwa długie listy w tej sprawie, podlizywał się wszystkim nowym szefom, ale i tak było to nieskuteczne. Najwyraźniej nowy minister okazał się mądrzejszy od pana Sikorskiego i nie dał się na to złapać i pan Kaszuba, najgorszy ambasador jakiego tu mieliśmy, stąd będzie musiał w tym roku jednak na zawsze wyjechać.

Podobno już jest nowy kandydat na ambasadora RP w Caracas, choć w ambasadzie jeszcze nie znają jego nazwiska. Musimy mieć nadzieję, że Dobra Zmiana którą rząd Pani Premier Szydło się tak reklamuje naprawdę okaże się dla nas dobra i przysłany tu zostanie za tego Kaszubę ktoś tym razem kompetentny i znający język hiszpański.

Bo ten durak mimo, że spędził tu tyle czasu nadal w tym języku poprawnie nie mówi i nie może się porozumieć. Dlatego sam nic nie robi zupełnie i na wszystkie spotkania i rozmowy wysyła zawsze panią Milenę Łukaszewicz. Podobno gdyby nie ona to nasza placówka by była zupełnie tutaj nieobecna.

Dowiedziałam się też, że ponieważ już wie że stąd niedługo wyjedzie, to pan kłamczuch Kaszuba teraz ostatnio zajmuje się głównie turystyką i jezdzi po Wenezueli i Karaibach. Jego żona też się spieszy z wykorzystaniem pozycji i ponoć niedawno się zoperowała i usunęłą wszystkie zmarszczki z twarzy. Taka kosmetyczna chirurgia. Ale oczywiście na koszt tych co podatki w Polsce płacą, bo jakoś to tak opisał ambasador, że Ministerstwo w Polsce za odmładzanie żony mu pieniądze zwróciło.

Dowiedziałam się też kilku niemoralnych rzeczy o naszym konsulu tutaj, protegowanym tego ambasadora. Ale są to rzeczy na tyle wstydliwe, że to jeszcze posprawdzam zanim opiszę.

Też będę musiała napisać coś znowu o Justynie Zuń bo podobno strasznie się ośmieszyła przy wizycie Prezydenta Wałęsy tutaj w tym roku.

Będą więc wkrótce nowe rzeczy tu u mnie na pewno.

Witam po przerwie

Witam ponownie i dziekuje za te wszystkie komentarze zostawione tu na tym blogu pod moją nieobecność. Bardzo jest mi miło że tu zaglądacie nawet gdy nie piszę nic nowego.

Nie było mnie na blogu ze względów rodzinnych. Od połowy lutego generalnie nie było mnie w Wenezueli bo musiałam pomagać trochę mieszkającemu w USA synowi. Do Caracas przyjeżdżałam w tym czasie dwa razy, ale były to takie przyjazdy na chwile w ktorych nie miałam nawet czasu spotkać się ze znajomymi i n.p. dowiedzieć się co robi w ambasadzie ten oszust Kaszuba.

Teraz postaram się to wszystko nadrobić. Przleciałam w ubiegłym tygodniu i chyba teraz przez najbliższe miesiące z Wenezueli się nie będę ruszać. Chociaż tak na pewno tego nie wiadomo, bo mąż coraz częściej wspomina o tym żebyśmy stąd zupełnie wyjechali.

Bo sytuacja w Wenezueli rzeczywiście nie jest dobra. W trakcie tych kilku miesięcy w których mnie nie było znacznie się wszystko pogorszyło. Kolejki wszędzie straszne i ceny bardzo wysokie. Mam wrażenie, że wszystko jest o wiele bardziej drogie niż w w lutym. Czasem nawet kilka razy bardziej drogie.

I atmosfera też nie jest dobra. W ten weekend spotkałam się z kilkoma znajomymi i wszyscy są bardzo pesymistami. Prawie wszyscy zastanawiają się jakby tu wyjechać z tego kraju. I dokąd wyjechać. Bo to takie proste nie jest, gdy prawie całe życie pracowało się w Wenezueli.

No dobrze. To tyle tych słów jako powitania po przerwie i obiecuje że zacznę znowu pisać tutaj bardziej regularnie. Bo jest o czym pisać. Już słyszałam o kilku skandalach i wstydliwych sprawach związanych z tą naszą ambasadą tutaj, z tym oszustem Kaszubą i jego żoną, oraz z kilkoma osobami z naszej tu Polonii.

Przeszłość Piotra Kaszuby jeszcze raz

Przepraszam Was ale z tego wszystkiego zapomniałam wkleić do poprzedniego wpisu jeszcze jeden cytat o Kaszubie, który dostałam od rzyczliwej osoby w polskim MSZ. Też z tego Tygodnika Przegląd i też który ma już kilka lat:

W MSZ gołym okiem widać proces, który co poniektórzy już zaczęli nazywać deuwolizacją. To znaczy wypłukiwaniem osób, które były kojarzone z Unią Wolności czy też z Platformą Obywatelską. Weźmy komunikat sprzed paru tygodni, że ambasadorem w Słowenii ma zostać Piotr Kaszuba. Otóż jest to człowiek, który był dyrektorem Biura Dyrektora Generalnego, gdy owym dyrektorem generalnym był Jerzy Pomianowski. Kaszuba był de facto jego prawą ręką. Co gorsza, naśladował go w arogancji i bardzo szybko narobił sobie masę wrogów. Wiele też mógł, co kłuło ludzi w oczy. Na przykład to, że w MSZ na pół etatu zaczęła pracować jego żona, na nowo utworzonym stanowisku. A stanowisko polegało na zajmowaniu się rodzinami dyplomatów. Niby drobiazg – ale pamiętajmy, że inaczej wygląda status małżonki dyplomaty, gdy jedzie za granicę jako pracownik MSZ, a inaczej gdy jedzie jako osoba z zewnątrz.
To cwaniactwo złościło obecną władzę, następca Pomianowskiego, Piotr Wojtczak, bardzo chodził koło tego, żeby żonę Kaszuby, przed wyjazdem do Lublany, jakoś z tego stanowiska wypchnąć. A nikt przecież nie ma złudzeń – nie chodził z własnej inicjatywy.
Mieliśmy więc taką grę. Wysyłając za granicę człowieka Pomianowskiego, pozbywając się go, osłabiamy jego pozycję w MSZ. A robiąc brzydki zapach wokół jego żony, osłabiamy w dwójnasób. Przy okazji zbijamy punkty w PiS, bo Pomianowski grał w ostatnich miesiącach na to, że jest człowiekiem Platformy. Oraz zbijamy punkty wśród MSZ-etowskiej braci, bo na Kaszubie odegrać się chciało może nie pół MSZ, ale jedna czwarta na pewno.

Smutne jest, że Prawo i Sprawiedliwość, które obiecywało przecież zrobienie porządku z Polską dyplomacją wciąż toleruje takie osoby będące od tak dawna i przez tak wiele osób uważane za chamów, złodziei i oszustów. Nawet jeśli część tego co się o panu Kaszubie mówi jest nieprawdą to i tak wychodzi z tego bardzo brzydki obraz polskiego dyplomaty.

Przeszłość Piotra Kaszuby

O przeszłości pana Kaszuby, który ponieważ nie zna hiszpańskiego już 4 rok nic nie robi na tej naszej placówce w Caracas już pisałam. I kilka dni temu dostałam nowego maila od nowej osoby z ministerstwa spraw zagranicznych w Caracas, która przysłała mi linka do tekstu opublikowanego kilka lat temu w Tygodniku Przegląd, którego wcześniej nie znałam. Jak widać już przez Caracas poznano się na tym człowieku:

Więc tylko tytułem obowiązku chcielibyśmy przypomnieć, że po Portugalii Unii przewodniczyć będzie Słowenia. I naprawdę niemądre byłoby, gdyby Polska teraz zaczęła przeprowadzać zmiany kadrowe na placówce w Lublanie. Tam ambasadorem jest Piotr Kaszuba. On w swej karierze miał pecha, bo gdy pracował w Hadze, wszedł w konflikt z ówczesnym ambasadorem Stanisławem Komorowskim, i tenże Komorowski doprowadził do tego, że Kaszuba musiał zjechać do kraju. Trochę ludzi w MSZ interesowało się tą sprawą, różnie o niej mówiono, ale przeważały głosy po stronie Komorowskiego. Że Kaszubie brakuje rzutkości. Może tak było, może nie – warto w każdym razie zacytować opowieść jednego z naszych dyplomatów, który wrócił z Lublany i przedstawiał hierarchię ważności na tamtejszej placówce. Otóż na pierwszym miejscu jest żona ambasadora, potem pies ambasadora, a potem ambasador.

Z tego co wiem to tu w Caracas pan Kaszuba psa nie ma, ale z tego co mi ostatnio opowiadała jedna z osób pracujących w Ambasadzie to żona ambasadora nadal rządzi i wszystkich ustawia po kontach. I jeszcze za to rządzenie dostaje pieniądze, bo jak się dowiedziałam „pani Ania” dostaje z ambasady co miesiąc pensje. Jak się zapytałam za co, to mi odpowiedziano  że „za marudzenie”. I pewnie też za tłumaczenie, bo jak mi powiedziano, mówi po hiszpańsku „nie dobrze, ale znacznie lepiej od męża”.

A ambasador ostatnio podobno zdenerowowany. Bo kontrola w Ambasadzie była i się bał, że odkryją jego różne malwersacje. Słyszałam, że m.in. sobie jakiś teren sportowy w ogrodzie rezydencji wybudował bez zgody ministerstwa. I że doprowadził do budowy tego kortu szantażując firmę budowlaną, że nie zapłaci jej za inne rzeczy które zrobili. W końcu firma ta i tak dostała mniej pieniędzy niż było w kontrakcie. Wszyscy w Ambasadzie są przekonani, że to ambasador wziął reszte.

Powiedziano mi też, że Kaszuba uwielbia poniżać pracujące w Ambasadzie kobiety i czerpie z tego przyjemność. A jego docinki bywają czasem mocno sexualne. Podobno ta Pani Ewa co jest nową księgową już wielkokrotnie płakała przez tego człowieka.

Taka jest Ambasada RP w Caracas.

 

PS. Dostałam też niedawno maila o konsulu, który tak bardzo się spodobał niektórym moim koleżankom. Niestety okazuje się, że nie trafił on do Caracas przez przypadek, tylko został tu sprowadzony na specjalnie życzenie pana Kaszuby. Ten konsul jest podobno przyjacielem jego syna:

To był ministerialny nepotyzm w czystym wydaniu. Przyjęto go wbrew wewnętrznemu zaleceniu aby na konsuli nie brać już ludzi z zewnątrz. Przyjęto go mimo, że trzeba było go „przepychać” przez konsularne egzaminy, które wielokrotnie oblewał. Ale ci którzy wtedy tak go pchali, teraz schowali głowy w piasek. Bo pan Szymańczak do tytanów pracy nie należy. I wielu osobom zdążył zaleźć już za skórę.

No ale przynajmniej konsul podobno dobrze mówi po hiszpańsku. Więc dla Kaszuby musi być ważny.

Więcej kłopotów z hiszpańskim w polskiej Ambasadzie w Caracas

Właśnie sobie zdałam sprawę, że nie napisałam w poprzednim wpisie  o jeszcze jednej smutnej sprawie o której się dowiedziałam od jednego pracownika amabasady. Okazuje się, że zmieniła się dyrektor finansowo-administracyjna tu w Caracas. I jest nowa pani Ewa. Jak mi powiedziano „jest bardzo miła ale ma jedną wadę – zupełnie nie mówi po hiszpańsku”.

Dziewczyna z ambasady skarżyła mi się, że wszyscy mają teraz dużo więcej pracy bo wszystko trzeba tłumaczyć już nie tylko ambasadorowi, ale też tej nowej dyrektor. „Co tu jest napisane?” – to podobno najczęściej słyszane w ambasdadzie pytanie.

Z dyplomatów z Polski którzy pracują w Ambasadzie w Caracas hiszpański zna tylko teraz konsul (podobno, mówiły mi koleżanki, bardzo miły i przystojny) i pani Milena Łukasiewicz. Ambasador i dyrektor finansowa nic a nic. Ambasador mimo, że się tu uczył ciągle ma ponoć kłopoty nawet z przeczytaniem tekstu z kartki. Wstyd.

W Wenezueli idzie nowe. W Polsce też. Może do Ambasady RP w Caracas też przyjdzie?

W Wenezueli jest od niedzieli bardzo optymistycznie, bo wybory do tutejszego parlamentu wygrała opozycja demokratyczna MUD. To oczywiście nie koniec czerwonego reżymu, bo oni mają tu ciągle prezydenta i rząd. Ale jest szansa, że to początek końca i że ludzie, nawet chaviści, przejrzeli na oczy i zobaczyli, że ci w rządzie to nie są żadni rewolucjoniści tylko zwykłe skorumpowane złodzieje, narkotrafikanci i bandyci.

Nie zgdzam się z Maćkiem co prowadzi bloga Tierra Nueva i co niedawno napisał, że tego ambasadora Kaszube tutaj nowe polskie władze będą tolerować. Nie zgadzam się i naprawdę liczę, że mimo wielu krytyk jakie czytam o tych polskich nowych władzach, to jednak nie będą tolerować ambasadora który kłamał w Polsce, a tutaj cały czas usilnie się przymilał do chavistowskich bandytów. Że jednak nowy minister spraw zagranicznych pan Witold Waszczykowski stanie na wysokości zadania i usunie stąd tego człowieka.

Dowiedziałam się ostatnio, że ten Kaszuba postanowił sobie dom tu w Caracas za pieniądze polskich podatników w fortepian wyposarzyć. Tak ponoć chciała ta jego żona. No i ambasada kupiła niedawno fortepian, co mogli zobaczyć Polacy zaproszeni pod koniec listopada na spóźnione przyjęcie z okazji Święta Narodowego 11 listopada. Był fortepian i żona Marka Gajzlera ładnie na tym fortepianie Chopina grała.

Ale jak się dowiedziałam od jednej z dziewczyn pracujących w Ambasadzie miejsca aby ten fortepian stał w Ambasadzie nie ma, bo wszędzie przeszkadza. DLatego ten cwany Kaszuba już sobie zaplanował, że fortepian weźmie sobie do rezydencji. I tyle będzie pożytku z tego drogiego instrumentu, że jego małżonka będzie brała lekcje grania u siebie w domu.

Ten Kaszuba o swoje rzeczy potrafi zadbać bardzo dobrze. Napisał do mnie pewien miły człowiek z centrali MSZ w Warszawie, że tam na tego Kaszuba niektórzy mówią Piotr „Basenik” Kaszuba. Że takie miał przezwisko. Bo przez pierwsze dwa lata tylko to jedno go interesowało żeby wyremontować basen w jego domu tutaj w Caracas. Podobno ten basen był głównym tematem prawie wszystkich jego korespondencji z siedzibą w Warszawie. Oto cytat z maila, który dostałam:

Na placówce w Ljulbljanie Kaszuba nazywany był przez podwładnych „Paluszek”. Bo ten paluszek najbardziej był u niego zapracowany. Tym paluszkiem tylko wskazywał, zrobić należy to i to, to mi się nie podoba, to należy przetłumaczyć, a to wysłać. Sam w tym czasie z jaśnie wielmożną małżonką głównie podróżował. Oczywiście na koszt Państwa, albo różnych zaparaszających go firm i osób, często o dość szemranej reputacji.

„Paluszek” był też znany z tego, że niemal wszystkie prezenty, które otrzymywał jako ambasador RP wywoził do Polski. Oczywiście nie do Centrali, ale do swojego domu. Wszyscy na placówce wiedzieli też, że przedstawia do rozlicznenia lewe faktury, że miesza przy delegacjach. Nie były to duże kwoty, ale chodzi o sam fakt.

Ale odkąd jest w Caracas nie jest już „Paluszkiem”, ale „Basenikiem”. Bo sprawą największej wagi tamtejszej placówki okazało się przywrócenie do stanu używalności basenu w rezydencji. Z prowadzonej przez niego korespondencji wynikało, że bez tego basenu mieszkać w Wenezueli się nie da, że to wręcz wstyd dla Kraju.

Równocześnie Departement Ameryk wiedzę o Wenezueli czerpał głównie z prasy, bo słane przez placówkę w Caracas raporty były albo spóźnione, albo zupełnie bezwartościowe. W okresowej ocenie pracy merytorycznej kierowana przez Piotra „Basenika” Kaszubę regularnie dostaje najgorsze w regionie oceny.

Był jeszcze jeden mail. Od innej osoby z MSZ w Warszawie. I tam pisze:

Niejedna osoba tu na Szucha zastanawia się nad zadziwiającą karierą tego człowieka. Zupełnie nie podpartą ani kompetencjami, ani językowymi zdolnościami, a już na pewno nie zdolnością do pracy zespołowej, czy kulturą osobistą. Wszyscy których znam, którzy z nim bespośrednio współpracowali, czy to na placówkach, czy tu w centrali, mają o nim jednakowo złe zdanie. I mówią, że to cham, leser i lizus.

I choć lizusostwo jest rzeczywiście cechą bardzo pomagającą w msz-owskich karierach, to jednak nie jest wystarczającą. Musi być coś więcej. Ja stawiam na umocowanie Kaszuby w służbach specjalnych. Prawdopodobnie wojskowych. Przemawia za tym kilka faktów z jego życiorysu. Chociażby to, że po studiach, jeszcze za komuny, trafił do centrali handlu zagranicznego Elektrim, która przecież była jedną z przechowalni agentów i pralnią pieniędzy PRL-owskich władz. Tam przypadkowo się pracy nie znajdowało. Do MSZ też trafił już po upadku komuny, ale też w sposób szczególny – z Elektrimu prosto do ekipy zajmującej się negocjacją warunków opuszczania Polski przez wojska radzieckie. Ci co go wtedy znali twierdzą, że jak na człowieka wykształconego za czasów komuny przystało, Kaszuba perfekcyjnie mówił po rosyjsku. Ciekawe jest, że ten język nie jest już obecnie wymieniany w jego kwalfikacjach.

Muszę przyznać, że po lekturze tych maili zaczęłam więcej rozumieć. No i dlatego mam nadzieję, że obecna władza w Polsce zrobi z tym porządek.